#2 Ludwiku Do Rondla

★★★★★★★★☆☆
Smak domowych rondli






W knajpce, oprócz opisanej poniżej pierwszej wizyty byliśmy później kilkukrotnie na lunchu - zawsze wychodziliśmy najedzeni i zadowoleni :)



Maciek


Zawitaliśmy do knajpki Ludwiku Do Rondla ponieważ znaleźliśmy kilka wiarygodnych opinii na TripAdvisorze. Skusiła nas tez zupa chrzanowa. W teorii knajpka serwuje elementy kuchni żydowskiej.

Zjedliśmy wspomnianą zupę chrzanową, krem z ziemniaków z gruszką i pasztet.



PLUSY

▶ Zupy: domowy smak jak u babci. Mam wrażenie, że w kuchni naprawdę używają starych rondli, co dodaje potrawom trudnego do podrobienia babcinego posmaczku. smile emoticon

▶ Zupa chrzanowa: coś czego nie znajdziesz w każdej knajpce. Smaczna i przyjemnie przeczyszcza zatoki smile emoticon

▶ Sprawne i miłe panie z obsługi (i ładne)

▶ Świetna oferta lunchowa: 3 solidne dania za 20 zł



NEUTRALNE

▶ Krem z ziemniaków z gruszką miał niewiele z gruszki. Nazwałbym to raczej domową kartoflanką.
▶ Pasztet był OK. – nic specjalnego.


MINUSY

▶ Żurawina obok pasztetu nie powinna znaleźć się na talerzu (sztuczna galareta cukrowa)

PODSUMOWUJĄC

▶ Wpadnij jeśli chcesz poczuć smak domowego Rondla i babci Ludwika. Ocena 7,5: chętnie tam wrócimy na lunch.


Ola


Ludwiku Do Rondla – miejsce wpadło mi w oko na tripadvisorze (przystojny Ludwik przyciąga wzrok!) – kuchnia polska i żydowska, nr 94 wedle rankingu. Jako że nie byliśmy zbyt głodni, to zamówiliśmy polecaną na portalu zupę chrzanową i krem z ziemniaków z gruszką.

Pierwsza myśl – jakieś takie rzadkie te zupki, zwłaszcza krem. Ale po spróbowaniu – mimo że smaki nowe, to jakoś tak zrobiło się „domowo”. Żadnych udziwnień, niepotrzebnych dodatków typu Vegeta/maggi/kostki rosołowe czy co tam jeszcze kucharze lubią dodawać. Jak tylko wsiąkliśmy w miłą atmosferę, równie miła pani kelnerująca przyniosła nam pasztet z wołowiny (przystawkę zamówiliśmy jako danie główne – w końcu nie godzi się skończyć na zupie).



Pasztet smaczny, znów: prawie jak w domu Na talerzu był też chrzan (nie przepadam za nim, bo z reguły zabija smak potrawy, a tu na szczęście był w wersji dla mnie przystępnej, delikatnej i tylko trochę drażniącej nos) i żurawina (stanowcze NIE dla galaretowatej słodkiej słoikowej żurawiny!) – porcja solidna, a jak komuś smak mięsa nie podpasuje, może go stłumić sosami i zagryźć chlebkiem (uwaga: dla mnie mocny sos to zabójca dania; typowa sytuacja: zamawianie pizzy i polewanie jej sosem czosnkowym – nie lepiej kupić zwykłą bułkę i zjeść jej z tym sosem, skoro to na niego mieliśmy ochotę?).

Ogólna ocena – 8, a miejsce polecam jak ktoś tęskni za prostymi, (prawie) domowymi smakami.

Komentarze