#1 Sofa Cafe & Lunch

★★★★★★★★☆☆
Świetna zupa krem z buraków z malinami







═══════ Maciek ═══════

Poszliśmy z Olą celebrować jeden z pierwszych dni w Poznaniu. Jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, że rozpoczniemy misję Foodie Challange.


PLUSY

▶ Wyjątkowa zupa krem z botwiny z malinami. W środku smaku dodawał puszysty biały serek, w zupie były prawdziwe maliny. Danie było pełne niespodzianek. Świetny pomysł i fantastyczne wykonanie.
▶ Dobra kawa mrożona z lodami
▶ Miły ogródek, ciekawy wystrój w środku, kibelek z atrakcjami (specjalna książka i karteczki z opiniami)

NEUTRALNE

▶ Placki z cukinii z kurkami: wszystko OK, ale smak kurek zdominowany przez śmietanę z koprem. Placki mało chrupiące.
▶ Sernik: po prostu OK.
▶ Mięsożercy się nie najedzą – w menu dominują placuszki, crepes itd.
▶ Knajpka nie jest najtańsza – około 13 zł za zupę
MINUSY
▶ Jednoosobowa obsługa troszkę się nie wyrabiała
PODSUMOWUJĄC
▶ Przyjemne miejsce oraz wyjątkowa zupa sprawiły, że chętnie jeszcze Sofę odwiedzimy. Takich dań będziemy szukać w całym Poznaniu. Ocena: 8/10


═══════ Ola ═══════

Nadrabiamy zaległości! Nasze pierwsze dni w Poznaniu – jest pięknie! Początek lipca, gorąco, słonecznie – zdecydowanie wakacyjny klimat. Co najlepiej dopełni atmosferę błogiego lenistwa? Kolacja w jednym z ogródków w promieniach zachodzącego słońca. Wybór padł na SOFA cafe&lunch – zasiedliśmy przy stoliku na ul. Żydowskiej.



Już po chwili sączyłam sangrie i czekałam na placuszki z cukinii z kurkami. Sangria cieszyła oko – świeże owoce, zwłaszcza białe i czerwone porzeczki, wyglądały smakowicie! Miałam jednak wrażenie, że do wina dodano niepotrzebnie jakiś słodki syrop owocowy, ale nie zmniejszyło to przyjemności sączenia napoju w przemiłym towarzystwie.

Placki były w porządku – nieco się rozpadały, a oprócz kurek na wierzchu znalazłam śmietanę z koperkiem, co niestety nieco przyćmiło smak pozostałych składników ( były też tam dekoracyjne porzeczki - będzie to moja porzeczkowa knajpka, bo do mrożonej kawy też dodali te owocki ).



Jednak zdecydowanym faworytem wieczoru był obłędny krem z botwiny z malinami – wybór Maćka. Już dawno nic tak nie rozbudziło mojego apetytu – znasz to uczucie, gdy danie pojawia się przed Tobą, niedbale próbujesz je i BACH! Ciśnienie do góry, zmysły się wyostrzają a Ty nagle ożywiony, jakby wyrwany z letargu, delektujesz się każdym kęsem – nie ma mowy o bezmyślnym, nieczułym pałaszowaniu. Tak właśnie było. I właśnie to fantastyczne połączenie smaków zostanie zapisane jako wspomnienie pierwszej poznańskiej kolacji.

Potem jeszcze skosztowaliśmy sernika z malinami i płatkami migdałów – wpierw przyszedł do nas z porzeczkami (tak!) i bez migdałów, ale wymieniliśmy go na właściwą wersję. Nie było to najlepsze ciasto świata, ale i tak botwinkowy krem wygrywa dla SOFY ocenę 8,5

Komentarze